/ / Nauka śpiewu i słuch muzyczny (jak go poprawić)
Nauka Śpiewu

Nauka śpiewu i słuch muzyczny (jak go poprawić)

Cześć! Dzisiaj poruszę temat, który jest cholernie niewygodny dla kogoś, kto zajmuje się śpiewem. Temat, który cuchnie, warczy i gryzie, dlatego lepiej się do niego nie zbliżać.

Chodzi o słuch muzyczny i o ludzi, którzy go nie mają.

Mówiąc o ludziach, którzy nie mają słuchu muzycznego, mam na myśli ludzi, którzy mają problemy ze wskazaniem, który z odsłuchanych dźwięków jest niższy, a który wyższy i którzy po usłyszeniu jakiejś, nawet bardzo prostej, melodii, nie potrafią jej potem odtworzyć w myślach.

Najbezpieczniej powiedzieć, że jak nie masz słuchu, to trudno – taki się urodziłeś i tak musi zostać – problem z głowy. Następny!

Większość nauczycieli z góry skreśla ludzi, którzy „nie mają słuchu”. Obowiązuje zasada – nie masz słuchu – won do domu, jednym słowem, a nawet dziewięcioma – prawie(1) nikt(2) nie(3) uczy(4) osób(5), które(6) „nie(7) mają(8) słuchu(9)”. Nawet tzw. kształcenie słuchu jest dla ludzi, którzy już słuch mają, tylko chcą go bardziej rozwinąć.

Pojawia się zatem pytanie. Czy uczenie ludzi, którzy „nie mają słuchu” ma jakikolwiek sens?

I tak, i nie.

Jeśli dla kogoś śpiew to po prostu kolejna zajawka i za chwilę będzie miał inną, to może rzeczywiście lepiej, żeby nie tracił swojego cennego czasu i od razu zajął się czymś innym. Może czymś, do czego ma „wrodzone” predyspozycje.

Wrodzone napisałem w cudzysłowie, ponieważ tzw. talenty nabywamy głównie w pierwszych latach naszego życia, kiedy umysł jest najbardziej chłonny.

Przykładowo, załóżmy, że dziecko od urodzenia wychowuje się w otoczeniu, w którym mówi się dziesięcioma językami. Takie dziecko w wieku 5 lat będzie mówiło 10 różnymi językami!

Dlatego dzieci muzyków zwykle mają talent muzyczny. Nie chodzi tylko o geny. Takie dzieci od najwcześniejszych lat mają styczność z muzyką. Są przez nią otoczone. Muzyka jest naturalnym elementem ich świata, a umysł ma to do siebie, że kształtuje się pod wpływem bodźców dochodzących do niego z otoczenia.

Ma to duże znaczenie zwłaszcza w tzw. „okresie krytycznym”. Dr Michael Merzenich, jeden z czołowych badaczy neuroplastyczności (o której będzie później), nazywa tym określeniem wczesną fazę rozwoju mózgu, w której ustanawia on swoją podstawową strukturę.

Dla mózgu jest to okres gwałtownych przemian i super szybkiego rozwoju. Nie mamy jeszcze wtedy zdolności wybierania sobie, czego chcemy się nauczyć, a czego nie, więc chłoniemy wszystko jak leci.

Mózg malucha kształtuje się pod wpływem bodźców dochodzących do niego z otoczenia. Jest plastyczny i zdany na łaskę otaczającego go świata, także dźwięków

Np. za upośledzenie zdolności językowych, którego efektem są trudności z czytaniem i pisaniem, odpowiedzialny jest zwykle defekt części mózgu odpowiedzialnej za przetwarzanie języka. Przyczyną takiego defektu jest bardzo często to, że wczesny rozwój mózgu odbywa się w hałasie.

Przykładowo, łóżeczko dziecka znajduje się blisko głośnego wentylatora. Wszystko co dziecko wtedy słyszy, jest zmieszane z hałasem generowanym przez wentylator. Mózg zamiast czystego sygnału, dostaje sygnał zdeformowany, dźwiękową papkę, bełkot. Mózg zaczyna się w tym bełkocie specjalizować, tworzy odzwierciedlenia językowe… bełkotu.

Właściwie mózg specjalizuje się w tym okresie we wszystkim, co do niego trafia.

Muzykalni rodzice śpiewają swoim dzieciom, puszczają im muzykę, kupują im zabawkowe instrumenty. Od takich dzieci wręcz oczekuje się, że będą utalentowane. I najczęściej są, ponieważ mózg dopasowuje się do wymagań jakie stawia mu otoczenie.

No dobra. Jeśli masz lub planujesz mieć dziecko, to już wiesz, żeby chronić je przed hałasem i puszczać mu muzykę (najlepiej spokojną, melodyjną, klasyczną). Kup mu też coś co wydaje dźwięki o różnych częstotliwościach – cymbałki, jakieś miniaturowe klawisze lub coś podobnego.

Dobra, dość o dzieciach.

Jak mawiał Peter Drucker, ojciec współczesnego zarządzania – „Potrzeba o wiele mniej energii, aby przejść od pierwszorzędności do doskonałości, niż potrzeba jej, aby przejść od niekompetencji do przeciętności.”

Czyli jeśli ktoś nie ma słuchu i nie traktuje śpiewania zbyt serio, to może lepiej, żeby dał sobie spokój. Jednak to musi być jego świadoma decyzja. Nie decyzja rodziny, znajomych, czy nauczyciela.

Jakiś czas temu napisał do mnie chłopak, który miał doła, bo jakiś „nauczyciel” powiedział mu (używając kosmicznych i wyssanych z palca terminów), że ma kiepski słuch i raczej nic z niego nie będzie. Co ciekawe, po przesłuchaniu jego nagrania stwierdziłem, że fakt, chłopak miał kiepską technikę, ale z jego słuchem było wszystko w porządku.

Wielu ludzi uważa, że fałszowanie zawsze jest wynikiem brak słuchu muzycznego. Nie jest to prawda. Jeśli wiesz kiedy fałszujesz, a kiedy nie i jeśli wiesz kiedy ktoś inny fałszuje, a kiedy nie, to masz słuch! No bo niby skąd byś to wiedział?

Jeśli wiesz jak powinieneś zaśpiewać, ale głos Cię „nie słucha” i dlatego fałszujesz, to masz słuch.

Przykładowy dialog:

– Janek, ja to na pewno nie mam słuchu, bo fałszuję!

– Skąd wiesz, że fałszujesz?

– No przecież słyszę!

Rozumiesz? Fałszowanie i brak słuchu to dwie różne sprawy. Co prawda, z reguły każdy kto nie ma słuchu, fałszuje, ale nie każdy, kto fałszuje, nie ma słuchu.

Często dostaje maile typu – cały czas myślałam, że dobrze śpiewam, ale mama, tata, Rychu, Zbychu i Zdzichu powiedzieli, że nie mam słuchu. Jestem załamana!!! W takich wypadkach również najczęściej nie chodzi o słuch, tylko o brak techniki.

Wniosek? Więcej wiary w siebie i ograniczone zaufanie do tego, co mówią inni.

No dobra.

Ale co z robić z tymi wszystkimi „szaleńcami”, którzy naprawdę nie mają słuchu, a mimo to chcą śpiewać?

Zabraniać im? Wyśmiewać? Zniechęcać?

Istnieją ludzie tak zajawieni na śpiewanie, że niezależnie od wszelkich przeciwności i tak będą to robić. I nie ma takiej siły we Wszechświecie, która by ich od tego odwiodła.

Tacy ludzie będą śpiewać. Po prostu będą i kropka. Będą poświęcać na to swój czas. To w nich siedzi i nie da się tego wyplenić. Choćby cały świat im mówił, ze się do tego nie nadają, to i tak będą to robić.

I to jest ich decyzja. Ich święte prawo. Prawo decydowania o sobie.

Czy takich ludzi należy zlewać, czy próbować im pomóc?

Jestem zwolennikiem tej drugiej opcji.

Zatem jeśli masz problemy ze słuchem i czujesz się jak Kakofonix w wiosce Galów, ale mimo to, masz w sobie upór i odwagę, żeby się rozwijać, to dalsza część tej notki została napisana specjalnie dla Ciebie.

Pamiętasz jak wcześniej pisałem o tym, że mózg dziecka jest plastyczny? To tylko część prawdy. Mózg dorosłego również jest plastyczny!

To jedno z największych odkryć w historii badań nad ludzkim mózgiem. To jest ta neuroplastyczność, o której wcześniej pisałem. Twój mózg ciągle się zmienia i specjalizuje się w tym czemu poświęcasz czas i uwagę.

Np. mózg optymisty ma inną fizyczną budowę niż mózg pesymisty, jednak zarówno mózg optymisty, może w określonych warunkach przebudować się w mózg pesymisty i odwrotnie.

Mózg człowieka mającego dobry słuch jest inaczej zbudowany, niż człowieka, który słuch ma kiepski. Ale to nie oznacza, że słuchu nie można wytrenować. Poprzez odpowiednie ćwiczenia, możesz zbudować u siebie nową sieć połączeń międzyneuronowych. Sieć odpowiedzialną za nową umiejętność – słuch muzyczny.

Musisz tylko wystawić swój mózg na działanie odpowiednich bodźców. Stworzyć mu odpowiednie warunki do rozwoju i uzbroić się w cierpliwość, ponieważ taka zmiana wymaga systematyczności i zabiera sporo czasu.

Mózg jest jak kameleon, który dopasowuje się do otaczającego go świata. Dlatego możesz się uczyć angielskiego przez 10 lat, a i tak nie będziesz się nim posługiwać z taką swobodą, jak po kilku miesiącach pobytu w anglojęzycznym kraju.

Dlaczego?

Bo wciąż będziesz w Polsce i Twój mózg będzie o tym wiedział. Będzie wiedział, że nawet jak się nie nauczysz, to i tak nic strasznego się nie stanie.

Co innego jak przeniesiesz się np. do USA. Twój mózg zorientuje się, że wszystko dookoła się zmieniło i potraktuje sprawę nauki języka bardzo poważnie. Zacznie się zmieniać i przebudowywać, tak aby się dopasować do otaczającego go świata.

I nie ważne ile masz lat. Mózg jest plastyczny przez całe życie.

Są ludzie z dobrym słuchem, są z kiepskim. Tak jak są ludzie, którzy potrafią wyobrażać sobie rzeczy z najdrobniejszymi szczegółami i tacy, którzy widzą tylko niewyraźne zarysy.

Wyobraźnie można trenować, słuch również.

Jak ​rozwijać słuch muzyczny​

Jeśli nie masz słuchu muzycznego i jesteś na tyle szalony, że chcesz go wykształcić i nikt nie jest w stanie Cię od tego odwieźć, to czytaj dalej.

Aby niemożliwe stało się możliwym, trzeba się przygotować.

Czego potrzebujemy?

Mózgu!

Mózgu, który potrafi się zmieniać. Na szczęście, masz właśnie taki mózg, więc jest dobrze.

Nie masz natomiast słuchu muzycznego, bo z Twoim mózgiem jest coś nie tak. Co konkretnie?

Nie wykształciły Ci się (lub wykształciły się w niewystraczającym stopniu) połączenia międzyneuronowe odpowiedzialne za słuch muzyczny. Normalnie to w niczym nie przeszkadza. Ma tak 4-17% mieszkańców Ziemi. Problem pojawia się wtedy, kiedy tej części populacji nagle zachce się śpiewać.

Chociaż jest to już raczej problem tych pozostałych 83 procent, które muszą tego słuchać… No dobra, już nic nie mówię.

Mam nadzieję, że już jesteś dostatecznie wkurzony i masz dziką ochotę rozprawić się ze swoją słabością.

Aby rozpocząć samodzielne kształcenie słuchu, musisz stać się…

KREATOREM POŁĄCZEŃ MIĘDZYNEURONOWYCH!

Brzmi groźnie, bo to fajna funkcja. Wszystkie fajne funkcje brzmią groźnie.

Świadomie przejmiesz kontrolę nad rozwojem swojego mózgu i zmusisz go, żeby rozwijał się tak jak Ty chcesz! Nie dostałeś słuchu? Sam go sobie weźmiesz. Bez łaski!

Przejdźmy zatem do pierwszej strategii, która pomoże Ci rozwinąć słuch muzyczny.

AKTYWNE SŁUCHANIE MUZYKI

Różnica między słuchaniem muzyki, a aktywnym słuchaniem muzyki jest taka jak między przebywaniem w obecności kobiety, a obściskiwaniem się z nią. Czyli dość istotna.

Kiedy słuchasz aktywnie, to całą swoją uwagę koncentrujesz tylko i wyłącznie na muzyce. Musisz odciąć się od innych zewnętrznych bodźców, tak aby Twój mózg, z braku lepszego zajęcia, zainteresował się muzyką.

Przede wszystkim musisz zamknąć powieki, a najlepiej, założyć opaskę na oczy. Pozbędziesz się w ten sposób „balastu” w postaci bodźców wzrokowych. Już po kilku minutach spędzonych w ciemności w Twojej korze słuchowej zaczną zachodzić fizyczne zmiany, dzięki którym staniesz się bardziej wrażliwy na dźwięki.

Sugeruję, abyś zaczął od słuchania muzyki klasycznej w tempie largo (ok. 60 uderzeń na minutę), czyli w takim, w jakim bije Twoje serce, kiedy jesteś zrelaksowany.

Dowiedziono, że taka muzyka wpływa korzystnie na proces uczenia się.

Czym jest proces uczenia się? Tworzeniem nowych połączeń między neuronami (komórkami Twojego mózgu). Co my chcemy zrobić? Stworzyć nowe połączenia odpowiedzialne za słuch muzyczny. Wydaje się więc, że taka muzyka będzie dla nas najlepsza.

Skombinuj sobie utwory Bacha, Mozarta, czy Vivaldiego i słuchaj po 20 minut dziennie. Nagrania możesz znaleźć np. na YouTube. Wpisz w wyszukiwarce „Mozart largo”, „Bach largo” itd.

Dzięki temu zwiększy się Twoja wrażliwość na muzykę. Poza tym, fajnie się czasem „odchamić”;)

No dobra. Powiedzmy, że zapodałeś sobie Cztery Pory Roku Vivaldiego, tam są fragmenty largo, są też szybsze, ale słuchasz całości, bo chcesz mieć jakieś urozmaicenie. Oczy masz oczywiście szeroko zamknięte.

I co teraz? Jak ma wyglądać to „aktywne słuchanie”?

Będziesz stymulował rozwój swojego mózgu za pomocą odpowiednich pytań. Twój umysł ma taką właściwość, że gdy tylko zadasz mu jakieś pytanie, to od razu zaczyna pracować nad odpowiedzią i stara się stworzyć nowe połączenia.

Pamiętaj, że te pytania nie są dla Ciebie. Są dla Twojego mózgu. Warto je sobie zadawać, nawet jeśli odpowiedź wydaje się oczywista. Jeśli niektóre pytania uznasz za głupie, to będzie to prawdopodobnie mechanizm obronny Twojego „gadziego mózgu”, czyli najbardziej pierwotnej części Twojego mózgu.

Gadzi mózg chce jeść, spać i kopulować. Cała reszta to dla niego strata czasu i niepotrzebny wysiłek.

No i w sumie jakby się tak zastanowić…

Ale nie! Trzeba robić coś więcej! Zły mózg, zły!

To on będzie Ci podsyłał myśli typu – „Daj sobie spokój – i tak się tego nie nauczysz”, „Nawet jeśli to działa, to przecież nie na Ciebie” czy „Ty po prostu nie zasługujesz na to, żeby mieć słuch – nie jesteś tego wart! Zjedzmy coś.”

Jeśli taka myśl pojawi się w Twojej głowie, to cóż… podziękuj Gadzikowi za opinię i dalej rób swoje. Problemem większości ludzi jest to, że biorą na serio to, co mówią im ich gadzie mózgi. A one po prostu łżą bezwstydnie, bo robić im się nie chce.

Dobra. Podczas słuchania muzyki, zadaj sobie pytania:

Co się dzieje? Co to za muzyka? Skąd dobiega?

Jaką drogę musi pokonać ze źródła do mojego ucha?

Co teraz słyszę? Czemu niektórym mogłoby się to podobać?

Czy słyszę dużo różnych instrumentów, czy tylko jeden?

Czy wszystkie instrumenty grają przez cały czas, czy pojawiają się i znikają?

Ile może ich być?

Jakie emocje wywołuje we mnie ta muzyka? Co czuję, kiedy jej słucham?

Jeśli nic nie czujesz, to zapytaj:

Jakie emocje ta muzyka mogłaby we mnie wywołać, jeśliby jakieś wywoływała? Co mógłbym wtedy czuć?

Gdyby ta muzyka była jak woda, to ile by jej było? Ocean? A może mógłbym ją wlać do wanny, garnka czy do szklanki?

Gdyby ta muzyka miała temperaturę, jaka by ona była? Czy byłaby stała, czy zmieniała się w trakcie trwania utworu? W których fragmentach temperatura rośnie, a w których spada?

Postaraj się wyłowić poszczególne instrumenty. Usłyszeć każdy z nich z osobna. Zauważ co robią. Zauważ czego nie robią. Kiedy się odzywają, a kiedy nie. Kiedy grają głośniej, a kiedy ciszej. Kiedy są na pierwszym planie, a kiedy robią za tło.

Czy rozpoznajesz jakieś instrumenty? Czy to skrzypce? A może tamto to gitara, a teraz wchodzi fortepian? Nie ważne czy masz rację, zgaduj.

Wyobraź sobie salę koncertową i muzyków, którzy wykonują ten utwór. A może to Ty jesteś jednym z nich? A może jesteś dyrygentem? Może czujesz jak ta muzyka otacza Cię ze wszystkich stron. Może widzisz jak przybiera postać różnokolorowych promieni światła, które tańczą wokół Ciebie?

A gdyby utwór, którego słuchasz, miał jakiś smak, to jakby smakował? Byłby kwaśny jak sok z cytryny, czy słodki jak żelki malinowe? Może rozpływałby się w ustach, a nie w dłoni? Jaki miałby zapach, gdyby musiał jakiś mieć?

Rozumiesz o co chodzi? Twój słuch jest jeszcze słaby, więc w doświadczaniu muzyki muszą mu pomóc starzy kumple z dzielni – Gała, Czujek, Smaczek i Śmierdziel.

Naucz się chłonąć muzykę w wyobraźni. Za pomocą wszystkich pięciu zmysłów – słuchu, wzroku, dotyku, smaku i zapachu.

Jeśli nie znasz odpowiedzi na jakieś pytanie, zmyślaj! Tu nie chodzi o to, żebyś miał rację, chodzi o sam proces, o pracę z wyobraźnią.

Oczywiście postaraj się także rozpoznać kiedy dany instrument gra wyżej, a kiedy niżej (w końcu o to nam chodzi). Jeśli nie wiesz, zgaduj.

Nie ograniczaj się do pytań, które tu wypisałem. Bądź kreatywny i wymyślaj własne. Chodzi o to, żebyś zaczął doświadczać muzyki w sposób, w jaki wcześniej tego nie robiłeś. Żebyś zaczął dostrzegać to, czego wcześniej nie dostrzegałeś. Chodzi o to, żebyś wyczulił swój słuch na drobne niuanse i szczególiki. Żebyś doświadczał pełniej, głębiej i wyraźniej.

Im dłużej będziesz obcował sam na sam z muzyką, tym bardziej się z nią zaprzyjaźnisz. Tym lepiej ją zrozumiesz.

Podsumowując, poświęcaj 20 minut dziennie na randkę z muzyką. Na początku niech to będzie muzyka klasyczna, potem może być jakakolwiek, która ma melodię.

20 minut to niewiele. Dlatego nie powinieneś mieć jakichkolwiek wyrzutów sumienia, że marnujesz swój czas. Z początku możesz nie widzieć, a raczej nie słyszeć, żadnych rezultatów – to normalne. Mózg zmienia się powoli. Bądź wytrwały!

Bardzo podobną strategię stosuje Wioletta, którą serdecznie pozdrawiam i która dodała taki oto komentarz:

Ja zaczynałam przygodę ze śpiewem dawno, dawno temu… a że ze mnie leń i nie bardzo chce mi się systematycznie robić ćwiczenia, to od długiego czasu stoję w miejscu, jednak na swoim przykładzie mogę powiedzieć, samemu można osiągnąć bardzo dużo… chociażby przez otaczanie się muzyką, wsłuchiwanie się w nią, szukanie w melodii dźwięków poszczególnych instrumentów… wiele by można wymieniać… wiele rzeczy robiłam z muzyką, praktycznie nie wychodzę z domu bez mp4 i zestawu słuchawkowego od telefonu… to mi bardzo pomogło.

Nauczyłam się rozróżniać więcej dźwięków i nie przeszkadza mi to, że nie znam ich z nazwy; nauczyłam się również umiejscawiać te dźwięki we własnej wyobraźni, wiem mniej więcej skąd powinny dochodzić, jak powinny brzmieć… to, że nie zawsze mi to wychodzi przy śpiewaniu to już kwestia wyżej wspomnianego lenistwa, z którym mam nadzieję w końcu coś zrobić ;)

Te 20 minut to takie minimum. Jeśli masz czas, żeby ćwiczyć dłużej, proszę bardzo. Możesz, tak jak Wioletta, nie rozstawać się z przenośnym odtwarzaczem. Ale też nie przesadzaj. Jeśli muzyka będzie zbyt głośna lub będziesz jej słuchał tak długo, że zacznie Cię męczyć, to Twój mózg skojarzy tę czynność z cierpieniem i odmówi współpracy.

OK. Masz co robić. Pobaw się tym procesem i sprawdź co będzie się działo.

Napisz mi pod spodem, co o tym wszystkim myślisz. Może masz jakieś własne doświadczenia, którymi chciałbyś się podzielić? Może opiszesz swoje wrażenia z pierwszych prób randkowania z muzyką?

Liczę na Twój komentarz! ;)

Podobne wpisy

85 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments